Fotografia Adama Pietrasiewicza
Adam Pietrasiewicz
Widziane z pozycji siedzącej
czyli
co mam do powiedzenia na tematy bieżące i ponadczasowe.

E-book - historical fiction

Przejście do strony na której można kupić ebook Powroty

Co by było, gdyby Polska nie powiedziała NIE Hitlerowi?

Euro. Znów ta sama śpiewka.

9 marca 2018

banknot 500 euro wpisany w niemiecką tablicę rejetracyjną

Historie o potworze z Loch Ness pojawiały się kiedyś w prasie jak nie było innych tematów, a trzeba było czymś szpalty zapełnić. Dziś podobne tematy służą raczej do "przykrywania" innych tematów, co rządzący (bez względu na etykietę) potrafią dość zręcznie robić.

Jednym z takich potworów z Loch Ness jest historia przystąpienia Polski do strefy euro. Jest to potwór o tyle interesujący, że jak się wydaje nie jest on używany do przykrywania innych tematów, tylko wywlekany co jakiś czas to tu, to tam, wydawałoby się bez widocznej przyczyny. Oczywiście faktem jest, że Polska zobowiązała się przyjąć euro, ale oczywiście brak wskazania terminu powoduje, że nasze "zobowiązanie" jest całkowicie bez znaczenia. Potwora wywleka totalna opozycja, której wydaje się, że Polacy jedynie marzą o tym, by zastąpić złotówkę wspólną walutą, ale o euro przebąkują również ludzie ze środowisk wcale nie związanych z totalniakami. Sugerują, że "warto się temu przyjrzeć", że "być może to ciekawa opcja" itp.

W artykule "Euro, transfery bogactwa i Polska" przedstawiłem przyczyny ekonomiczne, dla których Polska nie powinna przyjmować euro dopóki Unia Europejska nie ma wspólnych podatków i wspólnej redystrybucji bogactw (co wcale nie oznacza, że życzyłbym sobie, by w UE był wspólny system podatkowy). Tym razem, odnosząc się do powracających co raz informacji o tym, że powinniśmy przystąpić do strefy euro, chciałbym napisać raczej o atmosferze, jaka panuje wokół tej waluty. A ta dość jednoznacznie ukazuje nam w jakim stopniu wprowadzanie euro ma obecnie sens.

Dość jasne jest, że euro jest walutą zaplanowaną i funkcjonującą w taki sposób, by to było korzystne dla Niemiec. I faktycznie tak jest - obecność w strefie euro słabszych gospodarek powoduje, w rozumieniu długofalowym, pewne obniżenie wartości waluty co jest niezwykle korzystne dla Berlina. Gospodarka niemiecka nastawiona jest na eksport wysokiej jakości towarów przemysłowych. "Wysokiej jakości" oznacza DROGICH, a w przypadku niedoszacowania wartości waluty, która obowiązuje w miejscu produkcji, powoduje to ułatwienie eksportu. Produkty niemieckie są na rynkach zewnętrznych tańsze, niż mogłyby być, co nakręca produkcję i zwiększa eksport. W tym czasie dla Francji, Włoch czy Hiszpanii euro jest walutą zbyt silną, by stymulować eksport. Tyle, że będąc w strefie euro Francja, Włochy czy Hiszpania nie mają możliwości obniżenia wartości swojej waluty poprzez dewaluację, więc jedyne, co mogą zrobić, to dewaluować koszty produkcji poprzez obniżanie wynagrodzeń i przenoszenie produkcji na przykład do Polski czy do Indii. Oczywiście kosztem własnych rynków pracy.

Jednak nie to chciałbym dziś przedstawić jako element dający do myślenia. Tym razem będzie o rozrachunkach w strefie euro zwanych Target 2, czyli Trans-European Automated Real-Time Gross Settlement Express Transfer System. To one pokazują nie tylko kto jest realnym beneficjentem istnienia euro, ale również przedstawiają nastawienie do tej waluty, to, czego od niej najważniejsi gracze finansowi oczekują.

Wikipedia niby tłumaczy co to jest Target 2 i każdy może sobie to przeczytać, jednak nie jest to napisane w sposób jednoznacznie zrozumiały. Ja pozwolę sobie uprościć ten opis aż do bólu, nie odbiegając od sedna.

Otóż dzięki systemowi Target 2 możemy się dowiedzieć skąd pieniądze wychodzą i do kogo przychodzą gdy analizujemy operacje dokonywane w euro, w których podmiotami są co najmniej dwa kraje. Dotyczy to obrotów na poziomie około 2500 miliardów euro (2,5 biliona euro) dziennie. W ciągu 4 dni przez Target 2 przechodzi równowartość PKB całej strefy euro. System ten rejestruje transakcje brutto, czyli po prostu zapisuje każdy przepływ z jednego banku do drugiego (pod warunkiem, że dzieje się to między dwoma państwami) w sumach odpowiadających wysokości danej transakcji.Dzięki Target 2 można w zasadzie śledzić szczegóły każdej, pojedynczej operacji zakupu towaru przez francuskiego Internauty na niemieckim ebayu.

Efekt tych przepływów ukazuje to poniższy wykres, który chyba mówi nam wszystko:

wykres pokazujący przepływy w ramachsystemu target2. wyraźnie widoczny jest przepływ sum rzędu 900 miliardów do Niemiec i wypływ w zasadzie prawie z wszystkich innych państw.

Co wynika z tego wykresu? Otóż widać na nim, że od momentu rozpoczęcia się kryzysu 2007-2009 ogromna część euro, w najróżnorodniejszych formach trafia do Niemiec. Pieniądze te wychodzą z państw o słabszej ekonomii - jak widać są to szczególnie Włochy i Hiszpania. Te pieniądze znikają z systemów finansowych tych państw, nie mogą poprawiać poziomu konsumpcji, nie są również używane do inwestycji. Nie mogą więc posłużyć do tworzenia tam wzrostu gospodarczego.

Powyższy wykres, który również pokazuje jednoznaczną tendencję w przepływie kapitałów, wskazuje, że w obliczu braku redystrybucji bogactw poprzez wspólny system podatkowy i wspólny budżet w strefie euro, wzrost bogactwa Niemiec kosztem zmniejszania się bogactwa innych krajów może jedynie się nasilać. Nie ma żadnego mechanizmu, który by mógł tę tendencję powstrzymać.

Wykresy przepływów Target 2 pokazują nam też gdzie chroni się kapitał. Greccy, Włoscy, Hiszpańscy milionerzy nie trzymają swoich oszczędności w skarpecie w bieliźniarce. Nie trzymają ich również w bankach w Grecji, Włoch czy Hiszpanii. Każde zarobione w pocie czoła euro owi bogacze przesyłają natychmiast do Niemiec.

Czemu?

Ano dlatego, że doskonale rozumieją znaczenie powyższego wykresu. Rozumieją, że jest to epitafium, nagrobny kamień wspólnej waluty, która wciąż jeszcze niby żyje, ale jest śmiertelnie chora. I wiedzą, że jak euro umrze - za miesiąc, czy za 2 lata, - to w poszczególnych państwach strefy przywrócone zostaną lokalne waluty, po czym nastąpi natychmiastowe wyrównanie ich wartości w stosunku do realiów ekonomicznych. To znaczy, że wartość nowej marki niemieckiej gwałtownie podskoczy, a wartość pesety czy lira gwałtownie spadnie w stosunku do tego, jaką wartość miało euro w momencie jego upadku.

Powyższy wykres jest więc odpowiedzią na wszelkie pytania dotyczące tego, czy Polska powinna wstępować do strefy euro.

Następny tekst


Jeśli uważasz, że to co przeczytałeś było ciekawe albo wartościowe, kliknij na zieloną łapkę. Albo na tę drugą, jeśli nie. Takie kliknięcie zawsze jest przyjemne, bo oznacza, że to co piszę nie pozostawiło Cię obojętnym. Możesz również udostepnić ten tekst w serwisach społecznościowych, dzięki czemu inni też go zobaczą. możesz też zasubskrybować kanał RSS który będzie cię powiadamiał o nowych wpisach: uruchom subskrypcje kanału RSS

kliknij, jeśli tekst ci się spodobał60kliknij, jeśli tekst ci się nie spodobał56
Skomentuj

Pewne sprawy muszą być jasne - to jest MÓJ blog, więc to ja decyduję o tym, co się na tych stronach pojawi, a co nie. Tak więc gdyby ktoś chciał wypisywać tutaj rzeczy, których nie chcę tu widzieć (myślę głównie o jakichś wulgaryzmach, spamie itp), to je po prostu usunę. Takie jest moje zbójeckie prawo. (Merytorycznych, ale krytycznych wobec mojego tekstu uwag nie usuwam.)