Fotografia Adama Pietrasiewicza
Adam Pietrasiewicz
Widziane z pozycji siedzącej
czyli
co mam do powiedzenia na tematy bieżące i ponadczasowe.

E-book - historical fiction

Przejście do strony na której można kupić ebook Powroty

Co by było, gdyby Polska nie powiedziała NIE Hitlerowi?

Ludzie jak konie...

24 kwietnia 2016

Uber zamawia 100 tysięcy półautonomicznych mercedesów klasy S  żeby móc się pozbyć kierowców. Kontrakt wartości 10 miliardów euro pokazuje rozmach, z jakim roboty zastępują ludzi. Zastąpienie kierowców komputerem może rozwiązać problem prawny związany z Uberem - nieuczciwą konkurencję z taksówkami! Prawo jak na razie nie przewiduje jak rozwiązać problem konkurencji człowieka - licencjonowanego taksówkarza - z robotem. Robotom licencji taksówkarskich się nie przyznaje, a chyba najprostszym uzasadnieniem swoich działań będzie dla Ubera twierdzenie, że zajmują się zwyczajnym wynajmem samochodów...

Mercedesy klasy S są częściowo autonomiczne. Potrafią rozpoznawać znaki drogowe, kontrolują odległości między samochodami jadącymi w kolumnie, kontrolują promień skrętu. Dziś wymagają jeszcze kierowcy, ale Uber nie ukrywa, że stawia na mercedesa dlatego, że wierzy, iż to ta niemiecka firma będzie pierwsza w stanie wypuścić samochody w ogóle bez kierowcy. Będzie to oznaczało teoretycznie ogromny wzrost zysków Ubera - kierowcy zabierają 75% ceny każdego przejazdu! To ogromna marża która pozwoli na drastyczne obniżenie cen i znaczące zwiększenie zysków firmy.

Travis Kalanick, twórca Ubera, chce doprowadzić do stworzenia całkowicie automatycznej floty samochodowej do 2030 roku. Chce również przejąć w swoje ręce komunikację w wielkich miastach i całkowicie ją zautomatyzować. Badanie przeprowadzone przez Uniwersytet Columbia pokazało, że 9000 autonomicznych samochodów mogłoby zastąpić WSZYSTKIE taksówki w Nowym Jorku, sprowadzić czas oczekiwania na taksówkę do 36 sekund, a koszt kilometra do 30 centów.

Efektem będzie zniknięcie kolejnych tysięcy miejsc pracy - źródeł utrzymania setek tysięcy ludzi - bo zazwyczaj praca jednego człowieka przyczynia się do utrzymania co najmniej jednego innego.

Ja wiem, że moi libertariańscy znajomi zaraz zaczną mi tłumaczyć, że ludzie, których zastąpią roboty znajdą sobie pracę gdzie indziej, bo przecież historia nam pokazuje, że maszyny nigdy nie wypchnęły ludzi z rynku, a tylko wsparły ich i spowodowały jedynie zmianę kierunku rozwoju zawodowego. Woźnica stawał się kierowcą, a szwaczka robotnicą przy maszynie w fabryce w Łodzi...

Tyle że dziś mamy znaczący skok jakościowy w zastępowaniu pracy ludzkiej maszynami. Miliony kierowców taksówek i ciężarówek, których zastąpią roboty nie będą miały jak spieniężyć swojej wiedzy, doświadczenia i siły mięśni, bo ich wiedza, doświadczenie i siła mięśni nie będzie już nikomu do niczego potrzebna. Mamy sytuację taką, jak na przełomie XIX i XX wieku, gdy pojazdy mechaniczne zastępowały konie. Proces ten trwał kilka dziesięcioleci, ale skutecznie doprowadził do znacznej redukcji populacji koni, sprowadzając je głównie do roli rekreacyjnej i konsumpcyjnej. Trudno dziś pod naszymi szerokościami geograficznymi zobaczyć pracującego (w rozumieniu "produkującego dobra") konia. Dziś ludzie są końmi.

Widać to wyraźnie w USA obecnie, gdzie likwidacja milionów stanowisk pracy, spowodowana z jednej strony właśnie robotyzacją, a z drugiej przenoszeniem produkcji do Chin, spowodowało gigantyczne zmiany na rynku pracy. Miesiąc w miesiąc faktycznie powstają tam nowe stanowiska pracy, które obejmowane są przez bezrobotnych robotników z taśm produkcyjnych Chryslera czy innego IBM, jednak z dobrze płatnych, wykwalifikowanych robotników zamieniają się oni głównie w barmanów pracujących po kilka godzin trzy razy w tygodniu. A równocześnie rośnie rzesza bezrobotnych, którzy nie pojawiają się nawet w statystykach, bo statystyki są oszukiwane. Gdyby liczono bezrobotnych według metod z lat 80 XX wieku w USA bezrobocie przekraczałoby 20 procent. Dla przypomnienia, podczas Wielkiego Kryzysu pod koniec lat 20 i na początku lat 30 XX wieku bezrobocie w USA sięgało 25%.

Robotyzacja może stać się w najbliższym czasie źródłem największych zmian w sposobie naszego życia od czasu wynalazku krzemiennego noża i ognia. Nie ma w zasadzie zawodów, których nie da się dziś zastąpić maszynami, a co najgorsze, obserwujemy właśnie proces tego zastępowania. Kierowcy taksówek czy ciężarówek nie staną się nagle programistami i konstruktorami robotów, bo pracę programistów i konstruktorów również zastąpią roboty. Roboty zastąpią nawet pracę barmanów i sprzątaczek, a dla ludzi nie pozostanie już nic.

Wiele osób, z którymi na ten temat rozmawiam, zwraca mi uwagę na fakt, że przecież to absurd, to co ja piszę, bo taki rozwój spraw spowoduje, że koniec końców właściciele tych wszystkich firm, które pozbywają się ludzi i zastępują ich robotami nie będą mieli komu sprzedawać swoich produktów, bo konsumenci nie będą mieli pieniędzy.

Oczywiście, to jest prawda! Taki rozwój spraw spowoduje, że w końcu nie będzie komu sprzedawać towarów, bo mało kto będzie miał czym zapłacić...

A zauważyli Państwo może, że dziś jednym z coraz bardziej zauważanych problemów jest deflacja czyli spadek cen? W takim Tesco na przykład najtańsze masło jest dziś o 30% tańsze niż w 2013 roku... To zjawisko jest właśnie jednym z objawów likwidacji miejsc pracy! Towary, które są produkowane na świecie nie znajdują nabywców, więc tanieją! Chiny, światowy producent wszystkiego, nie mają już komu sprzedawać, więc produkcja jest spowalniana i uruchamia się błędne koło - brak dochodów - brak odbiorców - zmniejszenie produkcji - zwalnianie ludzi - brak dochodów - brak odbiorców... Powszechna robotyzacja jest jednym z ważnych elementów tego cyklu. Ważnych i jak się wydaje, nieodwracalnych! Nie widać wyjścia z tej sytuacji, bo nawet gdyby się okazało, że mogłoby wzrosnąć i utrzymać się  zapotrzebowanie na towary, to będą one produkowane za pomocą robotów, więc nie zwiększy to siły nabywczej konsumentów.

Wyobrażanie sobie, że ludzie rządzący gospodarką świata działają wedle jakiegoś długoterminowego, racjonalnego planu, mając na uwadze czynniki makroekonomiczne i demograficzne jest zwyczajnie głupotą. Zakładanie, że przeciętny właściciel firmy zatrudniającej 50 osób nie zwolni 40 z nich, gdy będzie mógł zastąpić ich dziesięciokrotnie, czy nawet stukrotnie tańszymi robotami, dlatego że dzięki temu na rynku będzie więcej konsumentów mogących kupić jego towar, jest objawem kompletnego braku realizmu. Codziennie mamy tysiące przykładów na to, że jest dokładnie odwrotnie - ludzie rządzący gospodarką świata działają w perspektywie jednego roku obrachunkowego dokładnie tak samo jak politycy, którzy działają w perspektywie jednej kadencji. Jak mogą zastąpić człowieka maszyną to to robią bez zastanawiania się nad makroekonomicznymi konsekwencjami swoich działań. Podobnie gdy mogą zwiększyć swoje premie wydając pieniądze na skupowanie własnych akcji, a nie na kolejne inwestycje, to też to robią - liczy się tu i teraz, natychmiastowy wyniki, a nie jakieś tam dalekosiężne wizje ekonomiczne.

Niemcy wpadli na pomysł odwrócenia perspektywy pauperyzacji i faktycznie definitywnego zniknięcia konsumentów. Postanowili sprowadzić do Europy nowe siły, nowych konsumentów, a równolegle mówi się o upowszechnieniu dochodów należnych każdemu ("helicopter money") tylko za to, że żyje. Takie komunistyczne "każdemu według potrzeb, od każdego wedle jego możliwości". Spowoduje to oczywiście zwiększenie imigracji i ostateczny upadek naszego modelu społeczeństwa.

I widocznie tak już miało być.

Następny tekst


Jeśli uważasz, że to co przeczytałeś było ciekawe albo wartościowe, kliknij na zieloną łapkę. Albo na tę drugą, jeśli nie. Takie kliknięcie zawsze jest przyjemne, bo oznacza, że to co piszę nie pozostawiło Cię obojętnym. Możesz również udostepnić ten tekst w serwisach społecznościowych, dzięki czemu inni też go zobaczą. możesz też zasubskrybować kanał RSS który będzie cię powiadamiał o nowych wpisach: uruchom subskrypcje kanału RSS

kliknij, jeśli tekst ci się spodobał5kliknij, jeśli tekst ci się nie spodobał3
Skomentuj

Pewne sprawy muszą być jasne - to jest MÓJ blog, więc to ja decyduję o tym, co się na tych stronach pojawi, a co nie. Tak więc gdyby ktoś chciał wypisywać tutaj rzeczy, których nie chcę tu widzieć (myślę głównie o jakichś wulgaryzmach, spamie itp), to je po prostu usunę. Takie jest moje zbójeckie prawo. (Merytorycznych, ale krytycznych wobec mojego tekstu uwag nie usuwam.)