Fotografia Adama Pietrasiewicza
Adam Pietrasiewicz
Widziane z pozycji siedzącej
czyli
co mam do powiedzenia na tematy bieżące i ponadczasowe.

E-book - historical fiction

Przejście do strony na której można kupić ebook Powroty

Co by było, gdyby Polska nie powiedziała NIE Hitlerowi?

Parlament EU - co to jest i z czym to się je

25 maja 2019

Oszklony wielopiętrowy, owalny budynek stojący nad wodą

Jutro wybory do Parlamentu Europejskiego. Ciekawe, kto wie, co naprawdę ten parlament może.

W Polsce te wybory właściwie w ogóle nie odnoszą się do Unii Europejskiej i są wyłącznie elementem polityki wewnętrznej, ale nie jest tak wszędzie. W niektórych państwach kampania naprawdę odnosiła się do kwestii unijnych. Pomyślałem sobie, że być może i u nas są osoby, które chcą potraktować te wybory na poważnie.

Jaka są więc prawdziwe możliwości Parlamentu Europejskiego w kwestiach związanych z kształtowaniem całości Unii (co jakoś tam przekłada się ostatecznie na sytuację w poszczególnych państwach)?

Wygląda na to, że posłowie Parlamentu Europejskiego mogą bardzo niewiele. Nieporównywalnie mniej niż posłowie w Sejmie na przykład. Nie oznacza to oczywiście, że PE nie może nic. Trochę jednak może, ale trzeba wiedzieć, że z całą pewnością zupełnie nie ma możliwości zmiany kierunku polityki Unii Europejskiej.

Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że Parlament Europejski nie może się wypowiadać na mnóstwo najważniejszych tematów dotyczących polityki Unii. Jest tak dlatego, że zasadnicza część zasad i kierunków polityki Unii Europejskiej określona jest w traktatach, a parlament Europejski nie ma żadnego prawa zmian w tych dokumentach.

Traktaty, wśród których fundamentalny traktat lizboński, to jakby konstytucja Unii Europejskiej. Tyle, że w odróżnieniu od klasycznych konstytucji, traktaty unijne nie określają jedynie ogólnych kwestii organizacyjnych. Określają mnóstwo bardzo szczegółowych rozwiązań mających bezpośredni wpływ na funkcjonowanie ekonomii państw członkowskich Unii, z różnymi konkretnymi procentami włącznie.

Chodzi tu o takie sprawy jak sławetna bariera maksimum 3% deficytu budżetowego, kwestie euro, sprawy związane z wolnym handlem i mnóstwo innych spraw, które faktycznie leżą u podstaw problemów naszego codziennego życia jako mieszkańców UE. CODZIENNEGO życia! To nie są jakieś tam kwestie mające wpływ jedynie na sprawy, które by nas nie dotyczyły.

No więc Parlament Europejski nie ma na to ŻADNEGO wpływu. W tych sprawach nie może NIC. Warto mieć tego świadomość, szczególnie gdy różni kandydaci do PE opowiadają o tym, jak to będą wpływali na taki, czy inny aspekt polityki Unii Europejskiej.

Parlament UE to nie jest nasz Sejm przeniesiony o jedno oczko wyżej! Zapamiętajmy to!

Nie jest oczywiście tak, że PE nie może niczym się zajmować. Jest konkretnie 85 tematów, którymi może się zajmować, wśród których są na przykład: uregulowania dotyczące środków ochrony roślin, energii, transportu, tajemnicy państwowej... Istotne jest oczywiście co oznacza "może się zajmować", czyli jaka jest faktycznie władza PE w tych dziedzinach.

Sprawą podstawową jest to, że Parlament Europejski, w odróżnieniu od klasycznych parlamentów, nie ma w ogóle możliwości INICJOWANIA prawa, czyli nie ma inicjatywy ustawodawczej. Unijne prawa, czyli dyrektywy, tworzy Komisja Europejska i tylko ona. Parlament Europejski nie może proponować żadnych nowych rozwiązań. Dziwne, co? Oczywiście może poprosić Komisję o utworzenie takiej, czy innej dyrektywy, ale jeśli tylko Komisja nie ma na to ochoty, to sprawa jest zakończona.

Parlament Europejski zaczyna działać dopiero w momencie, gdy Komisja Europejska przygotowała pierwszą wersję projektu Dyrektywy. Wówczas posłowie mogą zgłaszać ewentualne uwagi i poprawki oraz przegłosować dyrektywę. Ale i w tym przypadku Parlament nie ma ostatniego słowa.

Trzeba pamiętać, że Parlament Europejski musi się liczyć jeszcze z ciałem, które nazywa się Rada UE, czyli reprezentacja ministrów poszczególnych państw UE, których dotyczy dany projekt prawa europejskiego. No i po to, by dana dyrektywa została przyjęta, Parlament Europejski i Rada UE muszą przegłosować dokładnie ten sam tekst.

Strasznie to skomplikowane. Ale przede wszystkim warto tu zaznaczyć i podkreślić, że Parlament Europejski w zasadzie w niczym nie ma kluczowego znaczenia. Ot, takie ciało ogólnodoradcze, opiniujące, takie forum, na którym można sobie pogadać.

No dobra, nie do końca...

Parlament Europejski musi wydać jednak zgodę na każdą nową dyrektywę. Czyli faktycznie może zablokować projekt złego prawa. Czyli jednak w jakimś tam stopniu Komisja Europejska musi się liczyć z opinią posłów PE, czyli muszą się odbywać jakieś negocjacje czasami. Czasami faktycznie ma to miejsce i czasami faktycznie pewne sprawy są poprawiane czy blokowane.

Ponadto PE przyjmuje budżet UE oraz ratyfikuje porozumienia handlowe takie jak TAFTA czy CETA.

Ale bądźmy jednak szczerzy - wybory do PE nie zmienią niczego znaczącego w kształcie Unii Europejskiej. Nic więc dziwnego, że wielu polityków, a w Polsce prawie wszyscy, zamienili wybory do PE w rozgrywkę opartą wyłącznie na sprawach polityki wewnętrznej. I w pewien sposób jest to też logiczne! Bo to (i mało kto o tym wie) Rada Europejska (nie Rada UE), która składa się z głów państw lub szefów rządów decyduje o tym, jakie nowe dyrektywy będzie przyjmowała Komisja Europejska.

I to chyba tyle. Nie prowadzę tu żadnej agitacji, przedstawiam jedynie fakty dotyczące działania ciała, do którego przedstawicieli będą jutro wybierać niektórzy z nas.

Teraz przynajmniej będą wiedzieli po co.

Następny tekst


Jeśli uważasz, że to co przeczytałeś było ciekawe albo wartościowe, kliknij na zieloną łapkę. Albo na tę drugą, jeśli nie. Takie kliknięcie zawsze jest przyjemne, bo oznacza, że to co piszę nie pozostawiło Cię obojętnym. Możesz również udostepnić ten tekst w serwisach społecznościowych, dzięki czemu inni też go zobaczą. możesz też zasubskrybować kanał RSS który będzie cię powiadamiał o nowych wpisach: uruchom subskrypcje kanału RSS

kliknij, jeśli tekst ci się spodobał8kliknij, jeśli tekst ci się nie spodobał2
Skomentuj

Pewne sprawy muszą być jasne - to jest MÓJ blog, więc to ja decyduję o tym, co się na tych stronach pojawi, a co nie. Tak więc gdyby ktoś chciał wypisywać tutaj rzeczy, których nie chcę tu widzieć (myślę głównie o jakichś wulgaryzmach, spamie itp), to je po prostu usunę. Takie jest moje zbójeckie prawo. (Merytorycznych, ale krytycznych wobec mojego tekstu uwag nie usuwam.)...aha, i jeszcze jedno - w komentarzach nie wolno umieszczać linków.