Fotografia Adama Pietrasiewicza
Adam Pietrasiewicz
Widziane z pozycji siedzącej
czyli
co mam do powiedzenia na tematy bieżące i ponadczasowe.

E-book - historical fiction

Przejście do strony na której można kupić ebook Powroty

Co by było, gdyby Polska nie powiedziała NIE Hitlerowi?

Gdy wolne słowo łamie prawo

3 września 2017

Wojciech Borowik jest postacią znaną szczególnie osobom związanym z dawną opozycją demokratyczną w PRL. Od wielu lat przewodniczy Stowarzyszeniu Wolnego Słowa skupiającemu wielu prlowskich opozycjonistów, jedynej już dzisiaj chyba organizacji, w której zrzeszeni są jednocześnie ludzie, którzy tworzyli Polskę okrągłostołową i ludzie, którzy od początku byli i do dzisiaj są przeciwni tamtemu układowi. To niezwykłe stowarzyszenie, chwała Wojtkowi za to, że udaje mu się tak to wszystko prowadzić, że nie da się Mu, ani Stowarzyszeniu przypiąć wprost i jednoznacznie łatki pisiora czy innego leminga.

Będąc jednak osobą do pewnego stopnia publiczną powinien bardziej uważać na to, co mówi.

Znalazłem dziś Jego wpis na Facebooku, wpis, który mnie zmroził. Profil Wojtka na FB jest publiczny, wpis jest oznaczony jako publiczny, więc nie sądzę, bym dokonywał nadużycia przedstawiając tutaj jego treść.

wpis Wojciecha Borowika na Facebooku w którym deklaruje, że uważa iż USA powinny napaść na Koreę Północną

Widzę, że wszechogarniającej propagandzie, której bardzo trudno jest dziś uniknąć, gdyż w zasadzie wszystkie znaczące na świecie media są skupione w jednych rękach i właściwie w całości są kontrolowane przez jedną opcję, nazywaną liberalną, lewacką, czy poprawnościową politycznie, nie oparł się nawet człowiek, który w zasadzie przez całe życie działał w kierunku tworzenia świata opartego na PRAWIE, a nie na prawie dżungli. Gdy działaliśmy w PRL, to naszym głównym, DEKLAROWANYM, celem było przywrócenie państwa prawa. Domagaliśmy się, by władze przestrzegały konstytucji przez nią samą utworzonej, konstytucji gwarantującej podstawowe wolności obywatelom. Wolności, które władza prawem silniejszego, właśnie PRAWEM DŻUNGLI nam odebrała.

Świat ma w pewnym sensie swoją konstytucję. Jest nią obowiązująca wciąż jeszcze Karta Narodów Zjednoczonych uchwalona po II Wojnie Światowej. Dokument ten między innymi reguluje (przynajmniej tworzy ramy regulacji) konflikty, spory, kryzysy. Z czymś takim mamy do czynienia, alby WYDAJE NAM SIĘ, że mamy do czynienia w przypadku Korei Północnej. Dopóki ONZ działa, a państwa członkowskie tej organizacji zgadzają się płacić składki, wysyłać tam swoich przedstawicieli i debatować, dopóty Karta NZ obowiązuje.

Artykuł 2 mówi:

(...) Wszyscy członkowie załatwiać będą swe spory międzynarodowe środkami pokojowymi w taki sposób, aby nie dopuścić do zagrożenia międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa oraz sprawiedliwości. Wszyscy członkowie powstrzymają się w swych stosunkach międzynarodowych od groźby użycia siły lub użycia jej przeciwko integralności terytorialnej lub niezawisłości politycznej któregokolwiek państwa bądź w jakikolwiek inny sposób niezgodny z celami Organizacji Narodów Zjednoczonych."

Artykuł 39 mówi:

"Rada Bezpieczeństwa stwierdza istnienie zagrożenia lub naruszenia pokoju, bądź aktu agresji, oraz udziela zaleceń lub decyduje, jakie środki należy zastosować w myśl artykułów 41 i 42 w celu utrzymania albo przywrócenia międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa."

I tak dalej.

Można sobie łatwo wyobrazić przyczyny, dla których powstał wpis Wojtka Borowika (piszę "Wojtka", bo przecież się znamy osobiście i jesteśmy na ty). Chodzi o to, że ONZ nie działa specjalnie dobrze ostatnimi czasy. Fakt. Nie działa dobrze. Pamiętajmy jednak, że Karta Narodów Zjednoczonych, czy nam się podoba, czy nie, OBOWIĄZUJE, a co najważniejsze, gdy się ją przeczyta i przeanalizuje, to ktoś komu miłe są pojęcia wolności i praworządności powinien jej zapisy popierać. Zapisy prawa międzynarodowego, które zawiera POWINNY być podstawą działania państw na arenie międzynarodowej. Ale oczywiście nie są.

Prawo międzynarodowe jako argument pojawia się jedynie wtedy, gdy jest to w interesie najsilniejszych. Wówczas bez problemu używa się odpowiednich paragrafów umów międzynarodowych i numerów rezolucji ONZ, które potrafią być natychmiast zapomniane, gdy sytuacja w terenie ulega zmianie. Stany Zjednoczone są oczywiście wodzirejem w tym balu hipokrytów, gdyż wraz z państwami Europy Zachodniej przypisały sobie prawo do decydowania o tym, co jest „dobre”, a co jest „złe” w sposobie życia innych ludzi i innych państw. Opierają się w tych opiniach na dość swobodnie dobieranych kryteriach. Najczęściej mają one jakiś związek z dość dowolnie interpretowanym pojęciem „praw człowieka” oraz „demokracji”, przy czym jeśli sytuacja tego wymaga okazuje się, że „prawo” bywa jednak ważniejsze. Wszystko zależy od kontekstu, czyli wszystko jest względne, czyli prawo przestaje być prawem w dotychczasowym, potocznym rozumieniu, a staje się po prostu wyrazem woli faktycznego suwerena. Suwerena, lub tego, kto do tej pozycji zdąża.

Obserwacja obecnego świata ukazuje nam obraz pewnej dość plastycznej hierarchii wartości, która zastąpiła fundamenty prawa międzynarodowego opartego na nienaruszalnej suwerenności, będącej bazą RÓWNOŚCI państw. Nowa hierarchia jednoznacznie wskazuje nam państwa lepsze, tak zwane „demokratyczne” oraz państwa gorsze, które są poza prawem, w których władcy świata mogą działać w sposób w zasadzie dowolny.

Ta dowolność jest coraz bardziej widoczna i akceptowana, co widać na przykładzie napaści USA na Irak oraz nie tak dawnej likwidacji (siłami NATO wspierającymi lokalnych „rewolucjonistów”) rządów Kadafiego w Libii. W pierwszym przypadku przeprowadzono jeszcze dość rozbudowaną (i kosztowną) kampanię medialną, której celem miało być wskazanie, że na Irak należy napaść, gdyż posiada broń masowego rażenia - co oczywiście było kłamstwem. W drugim przypadku nikomu już w zasadzie nie chciało się robić jakiejkolwiek kampanii medialnej i głosić misternie budowanych kłamstw, choć coś tam jeszcze bredzono o obronie populacji cywilnych (jakoś w Iraku USA tak zawzięcie nie broniły cywilów). Siły NATOwskie, a w zasadzie głównie Francja działająca na zlecenie USA, zablokowały przestrzeń powietrzną nad Libią, dzięki czemu uzbrojeni przez Amerykanów rewolucjoniści (głównie muzułmańscy) obalili i zamordowali Kadafiego, będącego jeszcze niedawno wielkim przyjacielem zachodnich prezydentów i premierów. Nagle jak z kapelusza został wyjęty argument niedemokratyczności rządów w Libii i to wystarczyło, by większość ludzi na zachodzie uznała, że Kadafiemu należała się kula w łeb, i że wszystko jest ok.

Gdyby argument dotyczący „łamania praw człowieka” czy „niedemokratyczność” były faktycznie siłą napędową działań militarnych USA w świecie, to oczywiście Marines powinni natychmiast wylądować w Rijadzie w Arabii Saudyjskiej, która jest jednym z ostatnich całkowicie feudalnych państw, gdzie „prawa człowieka” to pomysł nie śniący się nawet najbardziej postępowym studentom. USA powinny natychmiast zrównać z ziemią Tel Awiw, który jest stolicą ostatniego państwa na świecie, w którym całkiem otwarcie faktycznie panuje apartheid.

Zasady zawarte w umowach międzynarodowych będących podstawą upadającego już dziś, ale wciąż przecież jeszcze funkcjonującego porządku opartego o ONZ, miały na celu zachowanie pokoju. To nie jakieś tajemnicze „prawa człowieka” (zupełnie skądinąd abstrahujące od prawa do życia w pokoju, czy prawa do zachowania swojej kultury i zwyczajów...) czy przenajświętsza „demokracja” były fundamentem, na którym powstał porządek światowy po II Wojnie Światowej. Fundamentem miał być POKÓJ panujący między suwerennymi, równorzędnymi państwami, a nie jakieś pojęcia nie do zdefiniowania.

Żyjemy w świecie, w którym trwa wojna o dominację. Wojna ta została rozpętana przez Stany Zjednoczone gdy okazało się, że upadek ZSRR nie pozwolił USA przejąć pełni władzy na świecie. Wojna ta się nasila, gdyż pełna dominacja jest zapewne jedyną szansą dla Ameryki utrzymania się na powierzchni w obliczu narastającego kryzysu gospodarczego. Gospodarka światowa jest w stagnacji, bogactwa świata są (dosłownie) przejmowane przez banki, które zadłużają państwa do poziomu takiego, że wiadomym jest, że nie da się nigdy tego spłacić, prowadząc w zasadzie całe społeczeństwa w niewolę. Wydaje się, że wszystko dąży do jakiegoś nowego systemu feudalnego, w którym minimalna liczba jednostek będzie w pełni kontrolowała maksymalną ilość bogactw.

Nie mam ani grama sympatii dla władz Korei Północnej. Na podstawie NIELICZNYCH i zdecydowanie NIEOBIEKTYWNYCH informacji, które do mnie docierają mogę wnioskować, że Korea Północna jest państwem nie działającym zgodnie z zasadami, które ludzie na Zachodzie uważają za fundamentalne. Prawdę mówiąc NIE WIEM jak tam jest naprawdę - informacje z mediów zawsze były niewiarygodne, a dziś są szczególnie niewiarygodne w związku z tym, że media są faktycznie pod ścisłą kontrolą.

Ale tu nie chodzi o żadną "sympatię" czy "popieranie dyktatora". Chodzi o to, że fundamentem świata opartego na prawie powinno być oparcie działań poszczególnych jednostek właśnie na zapisach tego prawa, a nie na sile i wdrażaniu swoich interesów.

Korea Północna nie napadła na żadne inne państwo od ponad 65 lat. To są prawie trzy pokolenia. W tym czasie główny, światowy operator, do którego siły odwołuje się w swoim wpisie Wojtek Borowik, nie pozostawał ANI JEDNEGO DNIA w stanie pokoju, prowadząc cały czas gdzieś na świecie wojnę. Część z tych wojen była przez tego operatora wywoływana w całkowitej niezgodzie z zapisami prawa międzynarodowego i doprowadziła do śmierci MILIONÓW (tak jest!) ludzi. Równolegle najważniejszym sojusznikiem tego państwa jest Izrael, państwo otwarcie rasistowskie, mordujące i prześladujące swoją własną ludność, a jednym z najważniejszych sojuszników jest Arabia Saudyjska, w której za odstąpienie od obowiązującej religii publicznie obcina się głowę, a za zdradę małżeńska kamieniuje. Oba te państwa są bezpośrednim zagrożeniem dla pokoju w regionie, wywołują krwawe wojny (Arabia Saudyjska napadła na Jemen i bombarduje W TEJ CHWILI ludność cywilną w tym państwie). Izrael również posiada broń atomową, nie podpisał traktatu o jej nierozprzestrzenianiu i NIKT nie sugeruje, że coś może być z tym nie tak. Wojtek Borowik NIE uważa, że USA powinny uderzyć w Izrael czy Arabię Saudyjską.

Uważam, że osoba publiczna, jaką jest Wojtek, występująca jako przedstawiciel setek ludzi, którzy część swojego życia poświęcili na walkę o PRAWORZĄDNOŚĆ, nie powinien publicznie wypowiadać takich opinii.

Na koniec warto dodać, że Karta Narodów Zjednoczonych, ratyfikowana w Polsce, jest u nas obowiązującym Prawem. Wpis Wojtka Borowika jest więc otwartym deklarowaniem, że prawo powinno być łamane.

Smutne.

Następny tekst


Jeśli uważasz, że to co przeczytałeś było ciekawe albo wartościowe, kliknij na zieloną łapkę. Albo na tę drugą, jeśli nie. Takie kliknięcie zawsze jest przyjemne, bo oznacza, że to co piszę nie pozostawiło Cię obojętnym. Możesz również udostepnić ten tekst w serwisach społecznościowych, dzięki czemu inni też go zobaczą. możesz też zasubskrybować kanał RSS który będzie cię powiadamiał o nowych wpisach: uruchom subskrypcje kanału RSS

kliknij, jeśli tekst ci się spodobał1kliknij, jeśli tekst ci się nie spodobał2
Skomentuj

Pewne sprawy muszą być jasne - to jest MÓJ blog, więc to ja decyduję o tym, co się na tych stronach pojawi, a co nie. Tak więc gdyby ktoś chciał wypisywać tutaj rzeczy, których nie chcę tu widzieć (myślę głównie o jakichś wulgaryzmach, spamie itp), to je po prostu usunę. Takie jest moje zbójeckie prawo. (Merytorycznych, ale krytycznych wobec mojego tekstu uwag nie usuwam.)





zenon

07-09-2017 13:56:18 z numeru IP: 89.239.86.120

Nie ma czegoś takiego jak prawo międzynarodowe. Żeby prawo było prawem, to musi być skuteczny organ egzekucyjny, który wymusi wykonanie wyroków. Kto zmusi USA, Rosję lub chociażby Koreę Północną do przestrzegania praw.

Autor

07-09-2017 14:43:40 z numeru IP: 188.166.83.232

No chyba nie do końca jest tak, jak Pan pisze. Pierwsza interwencja USA w Korei była wynikiem działania Karty Narodów Zjednoczonych.