Fotografia Adama Pietrasiewicza
Adam Pietrasiewicz
Widziane z pozycji siedzącej
czyli
co mam do powiedzenia na tematy bieżące i ponadczasowe.

E-book - historical fiction

Przejście do strony na której można kupić ebook Powroty

Co by było, gdyby Polska nie powiedziała NIE Hitlerowi?

Czym się różnią lemingi i jak można nimi zarządzać za pomocą terroryzmu?

14 stycznia 2017

Gdy pytamy, czym się różni wróbelek, to jak wiadomo odpowiedź na to pytanie jest prosta - ma jedną nóżkę bardziej.

A czym się różnią lemingi?

Otóż tu odpowiedź jest trudniejsza. Aby odpowiedzieć na to pytanie trzeba najpierw odpowiedzieć na pytanie zasadnicze - skąd się wzięły lemingi?

Moim zdaniem lemingi wzięły się z potrzeby wiary w to, że jest dobrze. Po dziesięcioleciach życia w PRL, w którym wszystko OBIEKTYWNIE było złe, i było złe na tyle, że nie było potrzeby tego w żaden sposób udowadniać, bo wiedział o tym każdy (może poza stosunkowo niewielką warstwa prawdziwych beneficjentów tamtego systemu, ale przecież i oni w swej przytłaczającej większości wiedzieli, że ich status jest strasznie lichy, a korzyści z systemu bardzo względne) powstała niemała grupa ludzi, którzy chcieli za wszelką cenę uwierzyć, że nadeszła NORMALNOŚĆ. Że już nie trzeba narzekać, jak jest źle, bo wcale nie jest źle, tylko jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. To są ci wszyscy ludzie, którzy za wszelką cenę unikają krytykowania rzeczywistości, którzy oburzają się na wszystkich narzekających i wszędzie wskazują na to, jak jest dobrze i będzie coraz lepiej. Ludzie, którzy widzą POSTĘP w stosunku do tego, co było.

Lemingów było mnóstwo w początkach III RP. Prawie wszyscy daliśmy się wtedy oszukać i uwierzyliśmy w to, że teraz wszystko będzie dobrze. Mało kto zwrócił wtedy uwagę na fakt, że w porównaniu z innymi państwami bloku wschodniego byliśmy na szarym końcu "dobrych zmian", a prawdziwie wolne wybory zostały przeprowadzone w Polsce najpóźniej, później nawet niż w Albanii... Nie chcieliśmy tego widzieć, bo jak lemingi bezmyślnie podążaliśmy przed siebie, powtarzając jedynie "jest dobrze, jest dobrze" i jak pelikany łykaliśmy to, co się nam wrzucało do dzioba.

W latach 90 XX wieku mieszkałem poza Polską, ale bywałem tutaj stosunkowo często, choć nie na tyle, by móc się w pełni zaangażować w polskie sprawy. Obserwowałem zdarzenia z daleka co dawało mi wówczas możliwość zobaczenia czegoś, czego właściwie nikt (mówię o przeciętnych ludziach) nie widział, a mianowicie wyprowadzania majątku z Polski. Rozmawiałem o tym ze znajomymi, z którymi się w czasie moich pobytów w Polsce spotykałem i ze zdumieniem zauważałem, że oni zupełnie nic o tym nie wiedzą. To, co im mówiłem nie było nawet bajką o żelaznym wilku. Sprawiali wrażenie uwarunkowanych tak, jakby konkretne, proste informacje do nich nie docierały, a jeśli nawet docierały, to nie powodowały żadnej głębszej refleksji.

O czym im mówiłem?

Mówiłem im o tym, że w Polsce robi się niewiarygodne interesy finansowe (przyznam, że sam też z tego skorzystałem na swoją bardzo skromną skalę) wynikające z faktu, że kurs dolara jest zablokowany na jednym poziomie (o ile pamiętam było to chyba w granicach 10000 złotych za dolara), natomiast oprocentowanie depozytów bankowych jest gigantyczne (o ile pamiętam, to przekraczało 30%) ze względu na inflację. Dzięki temu ktoś, kto posiadał dewizy mógł zakupić za nie złotówki, utworzyć depozyt, po czym po roku odzyskać 130% początkowego depozytu, za co skupował dewizy po tym samym kursie, po którym je sprzedał, zarabiając na tym krocie. Wyprowadzono w ten sposób z Polski gigantyczne bogactwa, za co do dziś nikt nikogo nie rozliczył. 

Gdy wtedy o tym mówiłem, nikogo to nie interesowało. Dziś, gdy rozmawiam o tym z przeciętnym lemingiem, lekceważy to całkowicie nie chcąc wchodzić w żadne dyskusje, twierdząc, że "to było konieczne", że przesadzam, albo, i jest to argument ostateczny, że "podejmuję retorykę Leppera". A cóż ja mogę na to poradzić, że sam zarobiłem w ciągu roku NIC NIE ROBIĄC poza zdeponowaniem w polskim banku swoich oszczędności, ponad 30% (o ile pamiętam naliczanie odsetek odbywało się kwartalnie), co było całkowicie nierealne tam, gdzie mieszkałem (z trudem uzyskałbym wtedy 5%). A jeśli JA, prosty zjadacz chleba, zarobiłem tych parę, czy paręnaście tysięcy zielonych na czysto, to jak mielibyśmy uwierzyć w to, że inni nie zarobili paru, czy parunastu miliardów? A lemingi w to wierzyły, wierzą do dziś, a jak nie, to tłumaczą, że "inaczej nie można było".

Lemingi w wierzyły, że wszystko jest OK, bo inaczej zakłócony zostałby ich obraz nowej Polski, obraz, w którym "jest dobrze". Obraz, który był podtrzymywany w ich głowach przez media wywodzące się z okrągłostołowych porozumień. Lemingów było wówczas tak wielu, że właściwie wszyscy inni musieli, chcieli czy nie, uchodzić za oszołomów. Tak było z Lepperem, który, jak się okazuje ujawniał jak najbardziej prawdziwe sprawy, tak było z Jankowskim, który również miał rację. Tak było też z bardzo wieloma głosami krytykującymi ślepy marsz Polski do Unii Europejskiej - gdy się dziś wraca do ulotek rozpowszechnianych na przykład przez Ligę Polskich Rodzin (czyli tego samego Romana Giertycha, który usiłuje dziś przytulić się do okrągłostołowych i ślepounijnych środowisk), to z łatwością zauważymy, że wiele zawartych w nich zapowiedzi spełniło się co do joty. 

Marsz do Unii był dla lemingów naturalną kontynuacją utwierdzania się w przekonaniu, że teraz jest już dobrze, że definitywnie pożegnaliśmy się z dziesiątkami lat złej sytuacji oraz, co być może jest nawet ważniejsze, dziesiątkami lat NARZEKANIA NA NIĄ, bo, gdy się dobrze przyjrzeć, to tym co szeregowych lemingów najbardziej wkurza, jest właśnie narzekanie. Leming chce wierzyć w to, że jest dobrze, a gdy porównuje to, co jest z tym, co było, to oczywiście wnioski nasuwają się same. Gdy porównać obecną sytuację z czasami PRL, to JEST lepiej. Jest więcej wolności, więcej możliwości podróżowania i więcej cali w przekątnej telewizora (a i kolory lepsze).

Problem w tym, że lemingi porównują obecną sytuację do tej z ich młodości w PRL, tylko, że tych pamiętających tamte czasy jest coraz mniej. Nie przypadkiem KOD, czyli taki najbardziej surowe, najprawdziwsze stado lemingów, składa się głównie z ludzi, którzy wychowali się w PRL. Dla nich Polska jest dziś faktycznie lepsza i są w dużej mierze, bądź przynajmniej wyobrażają sobie, że są, beneficjentami systemu pookrągłostołowego.

Tyle, że jest ich coraz mniej. Zwyczajnie wymierają, bo minęło już ponad ćwierć wieku od czasów ich młodości i świetności. Porównywanie otaczającego nas świata do czasów PRL przestaje mieć sens i przestaje działać, bo dla coraz większej liczby ludzi w Polsce tamte czasy to tylko historia. Dzisiejsi trzydziestolatkowie, chociaż urodzili się jeszcze za komuny, wiedzą o niej tyle, co im rodzice i dziadkowie opowiedzieli i dlatego leminży zakaz NARZEKANIA już na nich nie działa.

To, jak silna jest taka chęć wiary w to, że jest dobrze, widzę po sobie. Jak niektórzy z moich czytelników wiedzą, poruszam się na wózku inwalidzkim. Warszawa widziana z pozycji siedzącej na wózku inwalidzkim przedstawia się dziś jak raj w porównaniu z czasami PRL, co bardzo często podkreślam. Spotykam się wówczas często z ripostą, że jest mnóstwo jeszcze do zrobienia i w tym temacie władze robią wciąż za mało. Kto ma rację? Ja w sprawach dostępności świata dla osób niepełnosprawnych mówię to, co mówią lemingi w sprawach ogólnych, jak ogólnie opisują Polskę.

Czy w takim razie mają rację? 

Myślę, że mają rację w takim samym stopniu, w jakim komunistyczne władze swego czasu miały rację twierdząc, a co ich pogrobowcy jeszcze dzisiaj twierdzą, że "gdyby nie socjalizm, to większość z nas by nigdy na studia nie poszła i dalej byśmy żyli w czworakach, i świnie pasali". Lemingi uważają, że gdyby nie okrągły stół, wynikające z niego uwarunkowania i układy, to nadal byśmy byli jakimś komunistycznym zaściankiem. Dlatego nie wolno narzekać.

Wymieranie lemingów zostało zauważone w opiniotwórczych dla nich ośrodkach - środowisku Gazety Wyborczej, Newsweeka, TVN, i ogólnie telewizji. Zostały podjęte działania wynikające z obserwacji procesu zmniejszania się bazy ludzkiej, działania mające na celu również przyciągnięcie nowych. 

Zastosowano metody terrorystyczne.

Jaki jest cel terroryzmu? Czemu służą publikowane na youtube filmy, na których zamaskowani mordercy ucinają głowy bezbronnym, związanym ludziom, rozstrzeliwują kobiety i dzieci tylko za to, że są chrześcijanami? Czemu służą zamachy terrorystyczne w miejscach rozrywki i konsumpcji?

Służą jednemu celowi - wywołaniu emocji. Oburzenia i strachu.

Gdy przyjrzymy się działaniom twórców leminżych opinii bez trudu zauważymy, że od momentu mniej więcej początku wymierania leminżej bazy ludzkiej, czyli mniej więcej połowy lat 2000-2010 postawiły one na straszenie. Straszenie strasznym Kaczorem. I to jakoś działało. Dziś do straszenia Kaczorem dodane jest wzbudzanie poczucia oburzenia tym, co straszny Kaczor robi. W ten sposób, trzymając za emocje, czyli metodami terrorystycznymi, leminże media kontrolują swoją, kurczącą się wciąż, ale nadal liczną bazę.

Miałem okazję uczestniczyć stosunkowo niedawno w spotkaniu, na które przyszły w zasadzie same lemingi. Słuchałem tego co mówią. Są oburzone i boją się. Niektórzy są zrezygnowani. Są głęboko przekonani, że więcej już prawdziwych wyborów nie będzie, bo straszny Kaczor nie pozwoli.

Odpowiedź na postawione na początku pytanie jest więc prosta - lemingi różnią się tym, że nie narzekają, są oburzone i się boją. Niektóre są zrezygnowane.

Następny tekst


Jeśli uważasz, że to co przeczytałeś było ciekawe albo wartościowe, kliknij na zieloną łapkę. Albo na tę drugą, jeśli nie. Takie kliknięcie zawsze jest przyjemne, bo oznacza, że to co piszę nie pozostawiło Cię obojętnym. Możesz również udostepnić ten tekst w serwisach społecznościowych, dzięki czemu inni też go zobaczą. możesz też zasubskrybować kanał RSS który będzie cię powiadamiał o nowych wpisach: uruchom subskrypcje kanału RSS

kliknij, jeśli tekst ci się spodobał53kliknij, jeśli tekst ci się nie spodobał55
Skomentuj

Pewne sprawy muszą być jasne - to jest MÓJ blog, więc to ja decyduję o tym, co się na tych stronach pojawi, a co nie. Tak więc gdyby ktoś chciał wypisywać tutaj rzeczy, których nie chcę tu widzieć (myślę głównie o jakichś wulgaryzmach, spamie itp), to je po prostu usunę. Takie jest moje zbójeckie prawo. (Merytorycznych, ale krytycznych wobec mojego tekstu uwag nie usuwam.)