Fotografia Adama Pietrasiewicza
Adam Pietrasiewicz
Widziane z pozycji siedzącej
czyli
co mam do powiedzenia na tematy bieżące i ponadczasowe.

E-book - historical fiction

Przejście do strony na której można kupić ebook Powroty

Co by było, gdyby Polska nie powiedziała NIE Hitlerowi?

Zna proporcją, mocium panie...

3 marca 2016

Wczoraj, 2 marca 2016, w lokalu IPN "Przystanek Historia" na Marszałkowskiej w Warszawie odbyła się prezentacja książki dr. Bartłomieja Noszczaka "Etos gniewu" opowiadającej o młodzieżowych organizacjach antykomunistycznych w czasach PRL. Ta książka jest dla mnie o tyle ważna, że byłem uczestnikiem takiej organizacji w latach 70. Okazuje się, że dzieci organizowały się od 1944 do 1989 - na początku trochę częściej, potem mniej często, potem znowu częściej, ale w każdym razie przez cały okres PRL już nawet ci najmłodsi wiedzieli i czuli, że system, w którym żyją jest zły.

Okładka książki Bartłomieja Noszczaka "etos Gniewu".

Bo faktycznie był zły.

Książkę napisał historyk z IPN i od momentu jej wydania stała się ona elementem, na którym zapewne kiedyś oprą się jakieś kolejne badania - w każdym razie okazuje się, że w jakiś tam sposób ja również stałem się maleńkim ziarenkiem dorzuconym do "oficjalnej" historii Polski razem z Szarymi Szeregami, Orlętami Lwowskimi itp...

W 1983 roku, w wyniku stanu wojennego w Polsce i związanych z tym zawirowań w moim życiu - szczególnie zawodowym, bo dostałem zakaz pracy w zawodzie - znalazłem się na emigracji we Francji. Mieszkałem w ośrodku dla uchodźców, jak to się mówiło wtedy: w "obozie", specjalnie dostosowanym do przyjmowania osób niepełnosprawnych. W pokoju naprzeciwko mojego mieszkali uchodźcy z Kambodży - dwóch chłopaków - jeden bez nóg, drugi sparaliżowany od pasa w dół. Chłopaki uciekali podobno przez dżunglę, z rodzinami, ale tylko im dwóm się udało przeżyć, i to też ledwo ledwo, bo jeden wlazł na minę, a drugiemu strzelili w kręgosłup już jak przekroczył granicę Tajlandii...

Francuzi traktowali nas - Kambodżańczyków i Polaków - bardzo dobrze. Dostaliśmy wikt i opierunek, ci, którzy nie znali francuskiego poszli na szkolenia językowe, otoczono nas opieką medyczną, dostaliśmy zasiłki, uzyskaliśmy pomoc w znalezieniu mieszkania i pracy. Potraktowano nas dobrze. Jak uchodźców.

Wtedy, gdy patrzyłem na tych młodych chłopaków, którym wojna odebrała rodziny i złamała życie, pierwszy raz pomyślałem o proporcjach. O tym, że i oni, i ja z rodziną jesteśmy DOKŁADNIE tak samo traktowani przez naszych francuskich gospodarzy. Jak uchodźcy. A przecież jak można porównywać mnie, uciekającego z Polski przed komunistami, którzy wprowadzili zapis zakazujący zatrudnienia mnie w moim zawodzie z dwoma chłopakami, którzy również uciekali przed komunistami, tylko takimi nieco bardziej groźnymi - takimi, którzy z kałachami w rękach strzelają do kobiet i dzieci?

Wczoraj, na prezentacji książki w IPN znów mi takie myśli przyszły do głowy. To co robiłem znalazło się w książce historycznej razem z opisem działań młodych chłopaków, którzy po II wojnie światowej Z BRONIĄ W RĘKU próbowali odbijać Polskę z sowieckich łap, albo z opisem działań Federacji Młodzieży Walczącej, która walczyła z komuną w czasach stanu wojennego, kiedy za taką działalność groziły PRAWDZIWE sankcje.

Organizacja Wolność i Niezawisłość, która powstała w Liceum Batorego i liceum św. Augustyna (tzw. PAXie)w Warszawie na przełomie 1973/1974 powstała w czasach, gdy realnie za to, co robiliśmy, a było to zrywanie czerwonych flag, napisy na murach czy jakieś tam akcje ulotkowe, groziło nam co najwyżej parę pasów na gołe tyłki. To był czas małego, gierkowskiego "dobrobytu", gdy pokazał się mały Fiat, a w sklepach zjawiła się Coca Cola i nikomu wówczas nie było w głowie ani walczyć z komuną, ani tak naprawdę realnie ścigać dzieciaki, którym taki pomysł w głowie się pojawił. Skądinąd wiadomo, że SB nas nigdy nie namierzyło, nie mieliśmy w naszych szeregach agentów. Ale też i jak mnie z kolegą zatrzymano na Pałacu Mostowskich za akcję 1 sierpnia 1974 na Cmentarzu Wojskowym (układaliśmy kwiaty i tarcze naszego liceum na Kwaterze Głównej AK), to ubecy na głowie stanęli, żeby NIC z nami specjalnego nie zrobić i jak najszybciej pozbyć się nas, szesnastoletnich szczeniaków, i wysłać nas do domu bez żadnych konsekwencji. I tak się też stało.

Znam proporcje. Ani mi w głowie wyobrażać sobie, że skoro jest o nas mowa w poważnej książce historycznej, to mam prawo wyobrażać sobie, że stoję w jednym szeregu z prawdziwymi bohaterami.

Znam proporcje, mocium panie.

Ale satysfakcję jakąś tam jednak mam...

Następny tekst


Jeśli uważasz, że to co przeczytałeś było ciekawe albo wartościowe, kliknij na zieloną łapkę. Albo na tę drugą, jeśli nie. Takie kliknięcie zawsze jest przyjemne, bo oznacza, że to co piszę nie pozostawiło Cię obojętnym. Możesz również udostepnić ten tekst w serwisach społecznościowych, dzięki czemu inni też go zobaczą. możesz też zasubskrybować kanał RSS który będzie cię powiadamiał o nowych wpisach: uruchom subskrypcje kanału RSS

kliknij, jeśli tekst ci się spodobał6kliknij, jeśli tekst ci się nie spodobał6
Skomentuj

Pewne sprawy muszą być jasne - to jest MÓJ blog, więc to ja decyduję o tym, co się na tych stronach pojawi, a co nie. Tak więc gdyby ktoś chciał wypisywać tutaj rzeczy, których nie chcę tu widzieć (myślę głównie o jakichś wulgaryzmach, spamie itp), to je po prostu usunę. Takie jest moje zbójeckie prawo. (Merytorycznych, ale krytycznych wobec mojego tekstu uwag nie usuwam.)