Fotografia Adama Pietrasiewicza
Adam Pietrasiewicz
Widziane z pozycji siedzącej
czyli
co mam do powiedzenia na tematy bieżące i ponadczasowe.

E-book - historical fiction

Przejście do strony na której można kupić ebook Powroty

Co by było, gdyby Polska nie powiedziała NIE Hitlerowi?

Wolność i prawda w zrepolonizowanej prasie

17 września 2017

Wolność prasy wynika z różnorodności kapitału. Czy nam się to podoba, czy nie, pieniądze zawsze gdzieś krążą wokół wolności uzależniając ją od swojej obecności. Cóż z tego, że mogę mówić to, co myślę, jeśli jestem bezdomnym bezrobotnym, i brakuje mi nawet na opłacenie doładowania do komórki, przez którą mógłbym komuś to powiedzieć. Teoretyczna wolność nie dająca faktycznie możliwości korzystania z niej jest wolnością z bajki. Nie z realnego świata. Jest z nią tak, jak z opowieściami libertarian o ich idealnym świecie w którym państwo będzie pełniło jedynie rolę stróża nocnego, a racjonalnie działający ludzie będą się swobodnie bogacić co doprowadzi do powszechnego dobrobytu. W ich bajkowym świecie również panuje powszechna wolność, a kwestie środków na jej wprowadzanie w życie są drugorzędne i oczywiste - jak powstanie świat libertarian, to wszyscy będą mieli środki na to, by korzystać z wolności, a jeśli nie, to sami będą sobie winni.

Niektórzy uważają, że działania PiS w kierunku repolonizacji prasy w Polsce łączą się z kwestiami wolności słowa. Łączą się, z całą pewnością gdzieś tam się łączą, ale nie ma żadnych wątpliwości, że to nie kwestie jakiejś tam abstrakcyjnej wolności napędzają działania władzy próbującej odebrać Niemcom faktyczny monopol prasy lokalnej. I chyba tu należy szukać DOBRYCH stron działań rządu.

Monopol zawsze, bez wyjątku, jest wrogiem wolności. Wolność polega na istnieniu wyboru połączonego z realną możliwością dokonania tego wyboru. Monopol z definicji jest ograniczeniem wyboru, a więc i wolności.

Wolność nie jest wartością dyskretną, to znaczy taką, która jest, albo jej nie ma. Wolność jest wartością ciągłą - od jej całkowitego braku (nieistniejącego stanu - chyba że w jakimś piekle) do jej pełni (stanu również nieistniejącego - dla niektórych jest jedną z cech Boga) jest ogromna przestrzeń, w której znajdują się wszelkie wyobrażalne stany.

Czy niemiecki monopol na prasę lokalną w Polsce zmniejsza wolność słowa? Moim zdaniem tak.

Oczywiście nie należy robić sobie złudzeń - wolność nie ma specjalnie jednoznacznego przełożenia na prawdę. To, że gdzieś panuje wolność słowa (cokolwiek miałoby to oznaczać, bo faktycznie nigdzie taka pełna wolność nie istnieje) nie oznacza, że wypowiedzi, z którymi spotkamy się w przestrzeni publicznej będą niosły w sobie prawdę. Podobnie nie jest powiedziane, że w sytuacji monopolu medialnego przekaz monopolisty będzie zawsze kłamstwem. Nawet w hitlerowskiej prasie gadzinowej w okupowanej Polsce można było znaleźć prawdziwe informacje. Gdy mowa o wolności słowa, prasy, to problemem nie jest tutaj bezpośrednio PRAWDA, tylko MOŻLIWOŚĆ wyboru spośród źródeł, możliwość łatwego dotarcia do tych źródeł i co najważniejsze RÓŻNORODNOŚĆ tych źródeł.

Monopol likwiduje zarówno różnorodność jak i oczywiście możliwość wyboru. Opowieści o tym, że przecież nikt nie zabrania założenia własnej gazety lokalnej i docierania z nią do czytelników są równie realistyczne co i inne libertariańskie idee rodem z ich bajkowego świata.

Likwidacja niemieckiego monopolu prasy lokalnej jest w tym kontekście działaniem mogącym wpłynąć na powiększenie się w Polsce przestrzeni wolności. Otwiera możliwość publikowania informacji, których publikacja była dotychczas niemożliwa - na przykład rzeczowych analiz stosunków polsko-niemieckich.

Ważne jest oczywiście, by wprowadzone regulacje nie doprowadziły do powstania kolejnego monopolu, jakiegoś Państwowego Konsorcjum Mediów Lokalnych (PKML) na przykład, który monopol niemiecki zastąpi innym. Domyślam się, że łączyłoby się to z przekazaniem PKML pod kontrolę Rady Mediów Narodowych, i tutaj chyba widzę największe niebezpieczeństwo aktualnych działań rządu. Dotychczasowe doświadczenia pokazują, że właśnie taki pomysł powołania PKML mógłby się zrodzić w głowach decydentów, którzy zaczęliby nas przekonywać do swojego pomysłu, a większość pisowskich pelikanów by to łyknęła bez mrugnięcia okiem.

Gdy mowa o repolonizacji mediów często mówi się o tym, jak jest "na Zachodzie". Zachód wciąż jeszcze, choć na szczęście coraz rzadziej, jest dla nas wzorcem. Warto więc zwrócić uwagę na fakt, że zablokowanie kontroli mediów zagranicznym operatorom wcale nie oznacza ani zwiększenia zasięgu prawdy, ani zwiększenia samej wolności słowa. Bywa nawet wręcz odwrotnie - może to prowadzić do zabetonowania sceny medialnej.

We Francji, której przykład był cytowany w temacie repolonizacji, główne media są w rękach mniej więcej dziesięciu operatorów. Lokalnych, francuskich. Są to głównie producenci broni i bankierzy. Producenci broni i bankierzy, jak nietrudno się domyślić, nie mają specjalnie problemów z funduszami, a jednak ogromna większość mediów we Francji jest dotowana z kasy państwowej. I nie są to małe sumy, mowa jest o dziesiątkach milionów euro rocznie. Dotacje dostają zarówno wielkie tytuły, jak Le Figaro czy Le Monde, poprzez prasę lokalną do tygodników z programami telewizyjnymi. Ostatecznym efektem jest doprowadzenie do takiego zabetonowania francuskiego rynku mediów, że wszystkie mówią jednym głosem. I nie jest to głos prawdy, pełnej informacji i obiektywizmu - francuskie media, choć czysto francuskie, są kompletnie zablokowane przez to, że są w pełni kontrolowane przez kilku ludzi. Francuzów, bo prawo zakazuje obcokrajowcom przejmowania mediów we Francji.

Okładki dzienników i tygodników francuskich z okresu sprzed wyborów prezydenckich, mające wszystkie na pierwszej stronie zdjęcie Emmanuela Macrona

Okładki francuskiej prasy przed wyborami prezydenckimi

Redaktor Łukasz Warzecha, którego publicystykę śledzę na bieżąco, jest mocno krytyczny wobec planów repolonizacji mediów lokalnych w Polsce. Nie bezpodstawnie stosuje do tego pomysłu swój "test Warzechy" polegający na tym, że każdy pomysł obecnych władz bada pod kątem sytuacji tego pomysłu po zmianie władzy na przeciwną opcję. Oczywiście przejęcie mediów lokalnych przez jakiś rządowe konsorcjum nie wypada dobrze w tym teście, co nie oznacza jednak, że taka repolonizacja nie mogłaby zostać przeprowadzona rozsądnie.

Tylko czy rozsądek, umiłowanie wolności i prawdy są faktycznie siłą napędową władz? Jakichkolwiek, którychkolwiek...

Następny tekst


Jeśli uważasz, że to co przeczytałeś było ciekawe albo wartościowe, kliknij na zieloną łapkę. Albo na tę drugą, jeśli nie. Takie kliknięcie zawsze jest przyjemne, bo oznacza, że to co piszę nie pozostawiło Cię obojętnym. Możesz również udostepnić ten tekst w serwisach społecznościowych, dzięki czemu inni też go zobaczą. możesz też zasubskrybować kanał RSS który będzie cię powiadamiał o nowych wpisach: uruchom subskrypcje kanału RSS

kliknij, jeśli tekst ci się spodobał69kliknij, jeśli tekst ci się nie spodobał65
Skomentuj

Pewne sprawy muszą być jasne - to jest MÓJ blog, więc to ja decyduję o tym, co się na tych stronach pojawi, a co nie. Tak więc gdyby ktoś chciał wypisywać tutaj rzeczy, których nie chcę tu widzieć (myślę głównie o jakichś wulgaryzmach, spamie itp), to je po prostu usunę. Takie jest moje zbójeckie prawo. (Merytorycznych, ale krytycznych wobec mojego tekstu uwag nie usuwam.)